Atmosfera wokół siatkówki i dziennikarskie zachwyty nad zgrają pomalowanych i wyperukowanych pajaców to temat na osobną analizę psychologa, może psychiatry… Ba, owa atmosfera rozlewa się też na inne dyscypliny. Efektem było zdobienie meczu kadry piłkarzy ręcznych muzyką YMCA grupy Village People. Zorientowani musieli mieć niezły ubaw słuchając jak hymn gejowskich parad towarzyszy tej męskiej dyscyplinie.
Śmieszne
Co do siatkarzy, to ów kibicowski onanizm nie pozwala na chłodne spojrzenie na przedziwną sytuację tej dyscypliny. Oto kolejne reprezentacje wyprzedzają naszych doświadczeniem, czymś co nazywa się team spirit i wreszcie zgraniem. Nic dziwnego, bo nasze odpoczywające i schorowane gwiazdy sprawiają, że kadrę co rok buduje się od nowa.
Jak to jest, że Kazijski i cała chmara Brazylijczyków, że Rosjanie, Amerykanie i inni mogą grać non-stop, zaś nasze gwiazdy po wyczerpującym sezonie ligowym muszą leczyć się przez kilka miesięcy odpuszczając reprezentację. Odpuszczając – dodajmy – by potem w klubie radośnie podskakiwać w arcyistotnych zawodach w rodzaju klubowych mistrzostw globu w Dubaju?
Tyle refleksji po lidze światowej, której jedyną zaletą jest to, że pozwala przetrwać dwa najbardziej upiorne dla fana futbolu miesiące.

Siatkówka to dla mnie w ogóle najgłupszy sport zespołowy na świecie (ale nie ogarniam krykieta, jest szansa, że krykiet jest głupszy) Serwis – Przyjęcie – Wystawka – Ścięcie. I w drugą stronę… Nawet vice-mistrzostwo świata mnie nie podniecało. A ci małyszowcy na trybunach…. Szkoda, że w koszu nie mamy sukcesów… Sam bym wtedy został małyszowcem z trąbą